****** Pociąg
Gdy mijałem stację Warszawa Zachodnia, to nagle dotarła do mnie myśl: Człowieku, i co żeś uczynił? Cały miesiąc kombinowałem nad tym, by ten wyjazd doszedł do skutku. Wszelkimi możliwymi metodami dyplomacji próbowałem przekonać rodziców, że nie potrzebuję trzech dych i że absolutnie nie mam żadnych wątpliwości co do tego, że chcę być tam niż w domu. Więc gdy już znalazłem się we wspomnianym wcześniej momencie, to poczułem, że mijam punkt bez powrotu i oto żem dostał com chciał. Dopiero teraz zacząłem się bać
Przede wszystkim to bałem się, że mnie nie poznają. Bo na cały Pyrkon zostałem zaproszony przez ekipę #draconisArt i to razem z nimi miałem spędzić ten czas na konwencie. Tyle że jedynymi "twarzami" jakie znałem to awatarki
****** Kwaterunek
Swój bilecik kupiłem już w Warszawie, toteż byłem zadowolony, że nie musiałem się wciskać do tej kolejki w budynku MTP
****** Dzień (wieczór?) pierwszy piątek
Kwaterunek zjadł sporo czasu, toteż nie odwiedziłem za dużo prelekcji. Właściwie to odwiedziłem tylko jedną
Jak przeżyć powstanie robotów?
Prowadzący opowiadali nam jakie istnieją typy robotów i jakie mogą być prawdopodobne metody na obezwładnienie każdego typu, w przypadku gdy dojdzie to "tego apokaliptycznego momentu". Tu dowiedziałem się, że wbrew pozorom nasz najgorszy wróg nie wygląda jak Terminator. To nasz własny dom. Konkretnie taki z rodzaju Inteligentnych mieszkań, które to na przykład zgodnie z naszymi upodobaniami regulują temperaturę, okna, włączają naszą ulubioną muzykę itd. Jeżeli twój dom zna cię od podszewki, to módl się byś go nigdy nie rozzłościł
. Przy okazji, dowiedziałem się o innej ciekawej rzeczy: rozpoznawaniu twarzy. Jeszcze niedawno naukowcy z dużą pewnością siebie twierdzili, że to pieśń przyszłości, a dzisiaj to nawet aparaty fotograficzne mają taką funkcję. Prowadzący powiedział, że taki system po prostu szuka "dwóch czarnych plam na górze i jednej większej na dole i to jest dla niego twarz". Toteż możemy się przed tym bronić domalowując sobie czarne plamki na głowie
. Takich numerów nie muszą sobie robić murzyni, bo według systemu oni nie są ludźmi
. Pewnie kiedyś słyszeliście o tym, że możecie sobie założyć blokadę w komputerze, która zamiast hasła będzie wymagać od was pokazania swojej twarzy. Niestety, z powyższego powodu, nasz rasistowski komputer nie wpuści żadnej osoby o ciemnej karnacji
.
Tak gdzieś po 21 w naszej "warowni", zebrało się więcej osób, więc popróbowałem coś tam pogadać
Przy okazji udało mi się obejrzeć część galerii tworów owej pary na żywo. I chyba zaczynam rozumieć, o co chodzi z tą całą "mistyczną zażyłością" tradycjonalistów i czemu nie tak łatwo przekonują się do przejścia w cyfrową erę. Bo muszę się przyznać w tym momencie do
Dalszą część dnia (nocy?) spędziłem praktycznie sam, gdyż wszyscy udali się na koncert (nie pamiętam jaki). Wtedy też zobaczyłem, jak bardzo popularny musi być ten konwent, bo kilka razy pod rząd pojawiali się w naszej warowni zbłąkane dusze. Jako że nie byłem jej właścicielem, to nie mogłem nikogo zaprosić, co też żałowałem, ale z drugiej strony istniało widmo strachu (nie, nie to shaolińskie), że moi świeżo poznani znajomi nie będą zadowoleni z tego, że robię z warowni hotel
W końcu kiedyś przyszedł czas na sen (po 3 w nocy
****** Dzień drugi sobota
Tutaj działo się najwięcej, jako że nie byłem ograniczony czasowo ani przyjazdem, ani odjazdem pociągu
Język klingoński - tlhIngan Hol fakty i mity
Czy wiecie, że stopień strekowania danego osobnika odbija się w sposób odwrotnie proporcjonalny do jego umiejętności posługiwania się klingońskim? Bynajmniej nie dlatego że trekowcy są głupi, ale jako prawdziwy fani przyznają, że ten język jest strasznie skomplikowany i niepraktyczny(!) w codziennym użytkowaniu. Nawet się temu nie dziwię, gdyż autor tego języka, Marc Okrand, miał nie lada wyzwanie, porównywane chyba do próby uszycia wężowi spodni. Musiał bowiem, dopasować wszystkie dotąd pojawiające się kawałki mowy klingonów (z różną wymową i stylem a czasami i zmianami podpisów bez zmiany wypowiedzi) do jakieś ogólnej teorii ich języka. Toteż mamy twór pełen homofonów, nieregularnych odmian, "dialektów" (w zależności od tego który aktor aktualnie gra), a w dodatku autor chciał by język był jak najbardziej obcy, więc mamy też nieziemską gramatykę. Z ciekawszych momentów, warte było posłuchania znanych piosenek po klingońsku, na przykład wersję Without Me Eminema w wykonaniu Klenginema.
Ci wspaniali humanoidzi w swych pokracznych maszynach
Kolejny cykl informacyjny w uniwersum Treka. Tu dowiedziałem się jak bardzo autorzy statków (głównie drugorzędnych i trzeciorzędnych) lubią bawić się w wycinanki. Bowiem wszystkie te statki powstały głównie z wycięcia, przeskalowania i odwrócenia elementów z innych statków (i to nie koniecznie trekowych). Często też w modelach jako gondoli warp używano markerów
. Pokazano też wczesne wersje statków grających główną rolę: U.S.S. Defiant, USS Gander, oraz Voyager. Co do tego ostatniego teraz wiem, że to co widać na ekranie było ledwie połową tego, co twórcy do niego upchali na początku
W końcu przyszedł moment by udać się do Palmiarni (oczywiście nie byłbym sobą, gdybym po drodze nie zgubił grupy T_T). Na miejscu odkryłem, że pomysł Kenahiego był strzałem w dziesiątkę: podczas gdy na zewnątrz padał śnieg, bił chłód, a niebo wyglądało tak, jakby słońca dawno nie widziało, to w środku panował iście tropikalny klimat
Co do przyjemności jednak, to następne po tym godziny nie dopisały mi niestety żadnej, a wręcz ją ściągnęły brutalnie w dół. Wszystko dlatego, że bardzo chciałem zobaczyć
Jako że po raz drugi miałem okazję obserwować sesję rysunkową, pomyślałem o tym, by i samemu coś wyciągnąć ze swojego ołówka. Lecz szczerze powiedziawszy, z taką depresją jak wtedy nie dało się wyskrobać czegokolwiek sensownego. Przy okazji dowiedziałem się czegoś o manieryzmach
Podstawowy kurs języka japońskiego
O języku mówiłem, pora by jakiś jeszcze poznać. Co prawda oczekiwałem czegoś więcej, ale i tak coś się dowiedziałem. Ponoć poznanie tego języka nie jest takie trudne jak się zdaje: znaków da się wykuć, gramatyka skomplikowana nie jest, a wymowa dla polaka nie stanowi problemów (w porównaniu do całej angielskiej części świata, która "wali" do nich z ciężkiego SZI itp. my z naszymi miękkimi głoskami jesteśmy widywani przez Japończyków jako świetnie mówiących w ich języku). To co może być solą w oku każdego nowicjusza to system honoryfikatywny. Mówiąc w skrócie tam nie ma takiego zwykłego "ja", "ty", itp. trzeba wymówić coś zupełnie innego, gdy zwracasz się do kumpla, do znanej ci, ale jeszcze nie zaprzyjaźnionej osoby, do kogoś o wyższym statusie społecznym (tu dodatkowo jest podział na formę "wywyższającą" i "uniżoną"), oraz gdy sam jesteś jakimś sensei. My mamy formy grzecznościowe, a tam mają takie coś i użycie nieodpowiedniej formy może się skończyć czasami policzkiem
.
Biust fantastyczny, stanik sadystyczny
O! To dopiero było ciekawe!I to wbrew pozorom nie z powodu tego czego można się domyślić na pierwszy rzut oka
. Prelekcja była prowadzona przez dziewczyny i w zasadzie dla dziewczyn, ale i tak skorzystały na tym obydwie płcie. Była mowa bowiem o tym, jak bardzo nieodpowiednie i szkodliwe biustonosze noszone są przez aktorki grające w filmach fantastycznych. Dość powiedzieć, że cały wykład tak mi sfazował mózg, że od tej pory nie mogę bezkrytycznie spojrzeć na filmy, których główną (lub prawie główną) atrakcją są biuściaste postacie. Od tej pory wiem, że na przykład za mały biustonosz może doprowadzić do tego, że piersi przewędrują na plecy
. Oczywiście wszystko było poparte dowodami wizualnymi ze znanych filmów. Zdziwilibyście się z których (między innymi najnowszy Star Trek X i Fantastyczna Czwórka 2)
. A więc jeżeli kiedyś zobaczycie ten clichéowy obrazek z biustem, który wygląda jakby miał za chwilę wyskoczyć z biustonosza (albo co gorsza same modelujecie swój w ten sposób), to wiedzcie że po jakimś czasie będzie go mniej i że faktycznie "wyskoczy" ze stanika. Ale nie tam gdzie byście chcieli...
No po tym mi się humor trochę poprawił
Ostatnim minusem tego dnia było chyba to, że skończył się o czwartej (tego dnia?)
****** Dzień trzeci niedziela
Po poprzednim dniu spałem jak zabity i to pomimo tego, że mój materac zaczął wydawać ostatnie oznaki swojego życia. Ten dzień raczej nie obfitował w atrakcje, a to głównie dlatego, że z powodu zmiany czasu mój pociąg miał przyjechać godzinę wcześniej (tak przynajmniej myślałem ). Ogólnie to i tak sporo osób miało podobną sytuację, więc nie było za dużo już okazji by być gdzieś razem. Więc jedyne co mogłem zrobić to spakować plecak i pożegnać się z ludźmi już teraz, kiedy to prawdopodobnie był ostatni moment by to zrobić (niestety tak też właśnie było). Gdy opuszczałem szkołę moja Pyrkonowa obrączka też wyglądała tak, jakby już miała za chwilę zniknąć
****** Podróż powrotna
Pamiętając o tym jak bardzo w drodze do Poznania kłóciłem się z moim pęcherzem, tym razem postanowiłem temu zapobiec i odwiedziłem WC tuż przed przyjazdem. Co też potem bardzo żałowałem, bo pociąg podstawili gdy mnie nie było na peronie i tym sposobem straciłem miejsce siedzące (właściwie to nie wiem czy i tak bym jakieś miał, bo to był kurs aż ze Szczecina)
Gracz Felix uczy się nowej umiejętności: tworzenie krzeseł z niczego
i tak przynajmniej miałem trochę wygody
Co mam powiedzieć na koniec? Ano może to, że po tym wszystkim czułem się obolały, głody, niewyspany, musiałem nosić ciężki plecak, zgubiłem się w Metrze, oraz że niedokładnie tak sobie wyobrażałem zjazd. Ale wiecie co? Gdybym miał teraz okazję spotkać jakiegoś czarodzieja co by mi dał możliwość zamienienia tych trzech dni spędzone tam na trzy dni kolejnego z kolei bezczynnego siedzenia w domu przed ekranami telewizora i komputera, to bym mu odpowiedział tak: A idź w ch****! Cieszę się, że kiedyś wszedłem na forum Draconisa, gdzie mi wybili z głowy narzekanie i w związku z tym postanowiłem sprawdzić jak to jest. Bo większych emocji nie miałem chyba od czasów mojej pierwszej matury








Dzięki za fajny wyjazd
Tobie też dziękuję
PS: Coś czuję, że niedługo rozpiszę się ponownie...
Zapewniam Cię że widziałeś się z Thax, nie wiem czy kiedy sobie tam rysiliśmy na czarnych kartkach
Jezu, Klenginena znalazłem właśnie na YT: [link] Jednak wolę japoński
I tak Cię przebiłem w ilości zgubień w palmiarni ^__^
Ej ej... tym cieciem od klopa byłem ja
Ty nawet nie masz pojęcia jak się śmiały niektóre osoby, które dosiadły się do nas jako 'watcherzy' czy zaciekawieni. Ogólnie duch dziadka klozetowego zrobił furorę i.. siekę z mózgu oglądająco-słuchającym xP
Podejrzewam, że mógłbym nawet spać z nią i tego nie zauważyć
Aha, i na koniec krótka errata: już nie jestem studentem turystyki, mam magistra od paru tygodni
Diabeł eksibicjonista, żona kata jako burdelmama, czyli poznańskie legendy i anegdotki. Marek "Kenahi" Piasta
termin: pią 17:00
czas trwania: 0:50 h
miejsce: Naukowa
opis:
O co chodzi z tymi koziołkami poznańskimi? Ile lat temu spalono pierwszą czarownicę? Gdzie do dzisiaj można zobaczyć ślady samego diabła? Jak żydzi dorobili proboszczowi rogi i czy w XXI w. można jeszcze spotkać tu jakieś duchy?
Przyjdź i poznaj Poznań jaki zna niewielu.
A masz może skrypt?